Sui iuris i alteri incommunicabilis
Człowiek nieprzekonywalnym jest. I kropka. W zasadzie to mógłby być koniec tego artykułu.
Pozwolimy sobie jednak na trochę więcej wyjaśnień, bo to wydaje się ważne. Być może nawet kluczowe, w międzyludzkiej komunikacji. Bardzo często właśnie komunikujemy się z innymi aby zaprezentować im swoje racje i pomóc i skłonić ich, żeby je uznali za słuszne.
Jak często, na próżno, starałeś się kogoś do czegoś przekonać? Robiłeś lub robiłaś wszystko, co w twojej mocy, a przekonywany obiekt dalej nic. Uparty niczym muł na wąskiej górskiej drodze, jak się zaparł, tak stał na swoich pozycjach i ani w prawo ani w lewo.
Najczęściej ten brak ochoty przyjęcia jedynie słusznych, czyli twoich oczywiście, racji przypisujemy:
- Wrodzonemu uporowi obiektu
- Wrodzonym lub nabytym ograniczeniom umysłowym obiektu
- Chęci zrobienia nam na złość z czystej przekory (i co do tej przekory to prawie fakt, wrócimy do tego)
- Brakiem chęci do zrozumienia prezentowanego przez nas stanowiska
- Pochodzeniem z niezbyt prawego łoża w skrajnych przypadkach
Można by było wymieniać jeszcze kilka innych powodów. Myślę jednak, że tyle nam wystarczy.
Będąc zamkniętymi (w znaczeniu nie pejoratywnym) we własnych umysłach, bardzo często popełniamy błąd atrybucyjny (dopatrywanie się przyczyn zachowań w stałych cechach osobowości („on taki jest”) i intencjach („on tak chciał”) zamiast we właściwościach sytuacji i obiektu).
Ten błąd polega na przecenieniu naszych możliwości. I nie chodzi tutaj o brak zdolności przekonywania, czy biegłość, w tym właśnie aspekcie komunikacji. Po prostu jako istota ludzka nie mamy takiej „możliwości”, aby drugą istotę do czegokolwiek przekonać.
Tak samo jak nie mamy możliwości chodzenia po wodzie, czy oddychania pod wodą. Są to atrybuty z definicji człowieka, niedostępne (zwróć uwagę na słowo człowieka i już bez tych żartów poproszę, że byli tacy, co chodzili, bo jeżeli byli ludźmi, to chodzili nie po wodzie, tylko po palach, a jeśli oddychali, to zazwyczaj krótko)
Sui iuris oznacza, że każda istota ludzka jest panem swojej woli, a wiec w związku z tym tylko ona właśnie, ma możliwość, czy też zdolność podejmowania decyzji o własnych przekonaniach.
Alteri incommunicapibilis, według filozofów, oznacza nieprzekazywalność, czy nawet niedostępność jej wnętrza, dla czynników zewnętrznego wpływu. Jest to pojęcie bardzo silnie związane z wolną wolą każdego z nas. Jesteś i powinieneś być samodzielny we własnych poczynaniach, ponieważ przede wszystkim jesteś podmiotem interakcji z otoczeniem, a dopiero później bywasz jej przedmiotem. Nikt nie może chcieć za ciebie. Filozofowie uważają tę właśnie barierę wolnej woli człowieka za nieprzekraczalną granice, na której opiera się zarówno ład społeczny jak i szeroko rozumiana kultura.
Przekonałem cię?
Oczywiście, że nie, bo nie mogłem, prawda?
Skoro już sobie wyjaśniliśmy, dlaczego istota ludzka jest nieprzekonywalna, to zastanówmy się teraz co możemy zrobić, żeby jednak w jakiś sposób móc wpłynąć na przekonania innej osoby.
Wszystko co możemy i powinniśmy robić, to tworzenie takich warunków, aby pozwolić drugiej osobie na przekonanie się (ten zaimek zwrotny jest brzmi ty wręcz cudownie), co do słuszności naszego punktu widzenia.
Tak napisze to raz jeszcze. Przestań przekonywać innych do czegokolwiek, bo to bezcelowe i przeciw skuteczne. Zacznij pozwalać im żeby się przekonali sami.
Widzisz różnice w podejściu?
Twoim zadaniem jest takie nakreślenie zagadnienia, takie podanie im Twojego punktu widzenia, żeby sami chcieli podjąć decyzję, że to doskonałe rozwiązanie. Na takiej właśnie komunikacji powinien polegać proces przekonywania. Ten ostatni krok, decyzyjny, oni muszą uczynić sami i choćbyś nie wiem jak naciskał, groził, straszył i tak muszą uczynić sami.
Nawet jeśli ktoś komuś grozi, to decyzja o wyborze dalszego sposobu działania, powstaje w głowie straszonego. Ustąpi często przed „argumentem” siły, pod presją czynnika zewnętrznego, niemniej jednak, cały czas zachowuje wolna wolę, do tego aby się sprzeciwić, przeciwstawić lub walczyć. Ustępuję bardzo często ze względu na przewidywane konsekwencje oporu. Często w takich sytuacjach są one tak drastyczne, że wyglądają na nieakceptowane. Słyszałeś o wybieraniu mniejszego zła. Coś w tym jest.
Przykład? Proszę bardzo.
Przez cały okres soc-komunizmu w Polsce, byliśmy przekonywani o jedynej słusznej drodze rozwoju społecznego. Zajmowały się tym szkoły, media, Służba Bezpieczeństwa, Milicja Obywatelska, ZOMO, ORMO, LWP.
Ludzie za brak prawomyślności byli karani, nierzadko śmiercią, torturami, banicją społeczną. W ostatecznym i desperackim zrywie zmilitaryzowano kraj, wyprowadzając armię na ulicę.
I co ? I g…no prawdę mówiąc. Na szczęście dla nas i dla naszego kraju.
Ponieważ nikt, nawet przewodnia siła narodu, bazująca na filozoficzno-przestępczym dorobku swoich głównych a nieomylnych myślicieli, nie mogła za mnie, czy za ciebie podjąć decyzji, że nam to odpowiada i że świt wygląda tak jak Oni nam go przedstawiają.
Czytelny przykład. Prawda?
Jest jakaś magiczna prawie zależność w tym, że im bardziej naciskasz tym większy opór napotykasz. Można by posługując się analogią do fizyki powiedzieć ze skuteczność przekonywania jest wprost proporcjonalna do zaangażowania w proces przekonywanego obiektu i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu siły z jaką naciskasz na obiekt aby Twój punkt widzenia przyjął.
Mówiąc prościej, ponieważ każdy może chcieć tylko za siebie, to im bardziej ty chcesz za niego tym on ma mniej motywacji żeby chcieć sam za siebie.
Z innej strony na to patrząc, potraktuj przekonywanie jako drogę, którą macie do przebycia. Stoicie naprzeciw siebie, a pomiędzy Wami jest przestrzeń. Zauważ, że bardzo ludzką i odruchową reakcją na Twoje szybkie poruszanie się po tej drodze będzie chęć zachowania przez interlokutora dystansu. Znaczy to, że jeśli Ty pokonasz 30 jednostek drogi, to rozmówca cofnie się o 20, czyli zrobiłeś netto 10, dalej masz więc 90 do przebycia. Skoro jego pierwszy ruch był wstecz, to istnieje ogromne ryzyko, że kolejne kroki również będzie robił do tyłu i być może nigdy drogi niezbędnej do przekonania nie pokonasz albo w najlepszym układzie natyrasz się i nabiegasz i wyjdzie Ci, że aby zbliżyć się o 100 jednostek drogi netto, pokonałeś tych jednostek parę setek, jeśli nie tysięcy. Mało efektywne, tym bardziej, że nasi rozmówcy rzadko kiedy chcą być tak agresywnie i nieustannie gonieni. Ważnie jest też, że ludzie będą to robić zupełnie odruchowo. Słyszałeś pewnie o strefie osobistej i intymnej. No właśnie.
Inna sytuacja. Stoicie naprzeciwko siebie, a Ty dzięki Twoim kompetencjom komunikacyjnym powodujesz, że to on robi pierwszy i drugi i następne kroki. Tak, żebyś przeszedł nie więcej niż 30, 40 jednostek drogi.
Jak to zrobić?
Daj mu poczucie bezpieczeństwa, szacunku. Zbuduj relację i zarządzaj nią w taki sposób, żeby zaczęło jemu zależeć.
Gdzie to się, szczególnie oprócz męsko damskich zagadnień sprawdza?
Ja tego używam podczas negocjacji, na dobrą sprawę zgodnie z maksymą Herba Cohena „Mnie zależy, ale nie aż tak”.
Możesz tę drogę również potraktować jako pewien rodzaj energii, która jest między Tobą, a Twoim rozmówcą, podczas każdej rozmowy, gdy chcesz kogoś do czegoś przekonać. Pamiętaj, że tej energii jest zawsze 100 jednostek. Energia ta wyraża ochotę, to opisane na wstępie rozdziału „chcenie za siebie”. Zauważ, że im bardziej Ty chcesz za niego, wykorzystując 60, 70 jednostek tej energii, tym mniej zostaje jemu, żeby mógł „chcieć za siebie”, a tylko w ten sposób podejmie decyzję, z której będzie zadowolony. Zadowolony będzie również z kontaktu z Tobą, a więc zbudowałeś dobrą relację, która być może kiedyś Ci się do czegoś przyda. Będziesz mógł sięgnąć do jego wszechświata, a przez to dostaniesz więcej zasobów, będziesz mógł działać bardziej elastycznie i efektywnie.
Wojtek Grad